Miłość jak stąd do Siedmiogrodu

on

Ten wyjazd nie był dedykowany tylko winu. Chodziło przede wszystkim o poznanie Transylwanii z perspektywy rowerowej. Z drugiej strony urządzanie rowerowych wakacji w miejscach, gdzie wina nie produkuje się wcale byłoby bez sensu. Pętlę zaczęliśmy w Sybinie, dokąd dojechaliśmy samochodem. Korzystanie z samochodu w dowożeniu rowerów i w ogóle w jeżdżeniu na wakacje jeszcze rok temu uznawaliśmy za wstyd i pójście na łatwiznę, ale jednak w cztery osoby, z czterema rowerami w inny sposób do Rumunii dotrzeć byłoby znacznie trudniej.

No więc zaczęliśmy w Sybinie, by przejechać przez odnalezione przez Stasiuka w „Jadąc do Babadag” Rasinari, przez Sebes, Aiud, Rimeteę, Turdę, Kluż, Tirgu Mures, Sighisoarę, Medias i znowu Sybin. Po tej rundzie przejechaliśmy jeszcze na rowerach Trasę Transfogarską, i tyle. Samochodem po Rumunii jeździ się mniej więcej jak po Polsce, chociaż ruch jest mniejszy, a kierowcy co do zasady wydają się bardziej kulturalni. Dojazd w ogóle nie jest najgorszy, bo gdy już się opuści wieczny wyścig panujący na polskich drogach, to na Słowacji i Węgrzech, a także w Rumunii jest znacznie przyjemniej. Świetnie po Rumunii jeździ się także na rowerze, oczywiście jeśli nie obiera się azymutu na główne drogi krajowe. W turystyce rowerowej chodzi jednak raczej o drogi boczne, a te dają radości co nie miara. Piękne widoki, ostrożni i wyrozumiali kierowcy (być może zawdzięczamy to obecności dużej liczby furmanek i innych słabszych uczestników ruchu). Serdeczni ludzie, którzy niejednokrotnie dawali nam do zrozumienia, że fajnie, że tu jesteśmy. Przez cały czas było bardzo bezpiecznie. Normalnie. A baza noclegowa okazała się chyba lepsza niż to, czego doświadcza turysta rowerowy w Polsce.

A jak w tym wszystkim odnajduje się wino? Bardzo ciekawie, chociaż nie zawsze dobrze. Można go spróbować nie tylko winnicy czy kupić w sklepie, ale sporo rumuńskiego wina serwowanego jest w restauracjach – i to w całkiem przystępnych cenach. Z dostępnością rumuńskiego wina nie będzie problemu ani w bardziej popularnej i być może lepszej knajpie w Klużu czy Sybinie, ale i niejedna butelka znajdzie się w restauracyjce hotelu położonego na szutrowo-kamiennym uboczu Trasy Transfogaraskiej. W kategorii restauracji z dobrym winem zdecydowanie chcieliśmy wyróżnić znajdującą się w Braszowie Casa Albert, w której kupiliśmy chociażby taką butelkę.Jakości doświadczymy pełną paletę, ale nam nie zdarzyło się nigdy popaść w jakieś istotne niezadowolenie. Nawet jeśli nie są to wina wybitne czy charakterne, to ich przyzwoity poziom i demokratyczne ceny cieszą bardzo. Myślałby kto, że popadliśmy w jakiś niezdrowy sybarytyzm, ale rzeczywiście podczas tego wyjazdu gros win spróbowaliśmy w knajpach i miało to głęboki sens nie tylko poznawczy, ale też finansowy. Dzięki temu staliśmy się na przykład umiarkowanymi fanami winnicy Liliac, położonej zbyt daleko od obranego przez nas szlaku.

Jeśli w Rumunii robi się przede wszystkim wina czerwone, to Transylwania zdecydowanie stawia na białe. Popularne są tutaj szczepy autochtoniczne (np. Feteasca Alba), mocno zapada też w pamięć dotychczas mało przez nas doceniany Sauvignon Blanc. Dominują wina jednoszczepowe, a przynajmniej my przede wszystkim z takimi mieliśmy styczność.

Pierwszy kontakt z winnicami nastąpił w Ciumbrudzie. W tym miasteczku położone są przynajmniej dwie: Pivnita Sabu (degustacja w warunkach domowych już miała miejsce) oraz Domeniile Boieru. Do pierwszej z tych winnic schodziliśmy po przejechaniu jakichś 60 km w czterdziestostopniowym upale. Normalnie takie odległości nie powinny na nas robić wrażenia, ale jednak temperatura zrobiła swoje. Zeszliśmy w towarzystwie właściciela winnicy oraz jego wnuka, który miał tłumaczyć na angielski. Przez pierwszych kilka kieliszków tłumaczenia rzeczywiście były potrzebne; kieliszków w ramach degustacji wychyliliśmy więcej niż kilka. Jest to typowa winnica rodzinna, opierająca się na dość dobrze osadzonej na tych terenach tradycji winnic przydomowych. Po trudnych latach komunizmu, odradzająca się z większymi czy mniejszymi sukcesami. Właściciel winnicy (jego wnuk także) jest bezkompromisowo przyjaznym i poczciwym człowiekiem, z którym naprawdę przyjemnie spędza się czas. Same wina może do najwybitniejszych nie należą, ale jest to bardzo rozsądny poziom win stołowych. Zresztą wina spod takiej ręki nie mielibyśmy serca skrytykować.


Trochę nam zeszło w pierwszej winnicy, a przecież w planach była jeszcze druga. Opatrzność jednak nad nami czuwała i nie pozwoliła upodlić się już na początku wycieczki zbyt dużym spożyciem: właściciel Domeniile Boieru świętował rocznicę ślubu i we wcale okazałej posiadłości (jak inaczej wyglądającej niż Sabu) odbywała się huczna impreza zamknięta.

Następnego dnia kończyliśmy przejażdżkę w okolicach Turdy, pod którą mieści się kopalnia soli, a zaraz obok – winnica Crama la Salina (degustacja w warunkach domowych: tu). Jest to już całkiem nieźle rozwinięty biznes z dobrze działającą restauracją, zorganizowanymi wycieczkami po winnicy, hotelem i całą tą otoczką. Z jednej strony mieliśmy więc nadzieję na jakieś słone w winie akcenty, z drugiej obawialiśmy się jakiejś snobistycznej i mało przyjemnej degustacji z nosem zadartym powyżej linii podbródka. Nie ziściło się ani jedno, ani drugie. Wina są zupełnie poprawne i smaczne, ale nie przyjmują żadnego wspólnego mianownika z nieodległymi pokładami soli. Natomiast ludzie tam są dobrzy i swojscy. W kolejne butelki wprowadzała nas pani, której imienia haniebnie zapomnieliśmy, ale której obecności należy przy degustacji stanowczo żądać. Po pomidorach ją poznacie. O ile o winie, winnicy i winiarstwie opowiada z chęcią i ciekawie, to prawdziwy rock and roll zaczyna się właśnie przy temacie pomidorów, z których zrobiła doktorat. Po opróżnieniu wszystkich dostępnych butelek podjechaliśmy zresztą na jej poletko doświadczalne, na którym rosną chyba wszystkie pomidory świata. Co jeden, to pyszniejszy. Lądują zazwyczaj w restauracji prowadzonej przez właścicieli winnicy, podobnie jak wiele innych produktów rolnych wyrastających wokół. Spojrzeliśmy na całe to miejsce zupełnie inaczej, a skromna pani doktor od pomidorów zupełnie podbiła nasze serca. Niestety, trzeba przyznać, że ten dzień należał nie do wina, a do tych warzyw. I to nie dlatego, żeby wino było złe.

Kiedy wyjeżdżaliśmy z Sighisoary, trafiliśmy na drogowskaz na winnicę, której nie mieliśmy w planach. Villa Vinea okazała się jednak zbyt odległa. Nie szkodzi, bo po drodze trafiliśmy na jej firmowy kramik, w którym zakupiliśmy chociażby taką butelkę. Tego dnia mieliśmy odwiedzić Jidvei – chyba najpopularniejszą i największą winnicę Transylwanii, która ma w ofercie zarówno lepsze rzeczy, jak i sporo podstawowych (zupełnie przyzwoitych) win „supermarketowych”. Plany pokrzyżowała nam jednak pogoda. To zresztą bardzo miłe, że mijający nas kierowcy z powagą i przejęciem ostrzegali nas przed rosnącymi za naszymi plecami chmurami. W każdym razie, Jidvei innym razem.

Wyszło tego ok. 800 km pedałowania po Transylwanii. Jedenaście dni istotnie okraszonych tamtejszym winem, nawet jeśli nie zawsze kupionym wprost ze źródła. Kilometrów i dni bardzo pięknych: E. już trzeciego dnia jazdy, po wyjściu z winnicy w Ciumbrudzie obwieściła, że zakochała się w Rumunii. Gdy wyjeżdżaliśmy, towarzyszyły nam nostalgiczne przemyślenia, że to tak fajny kraj, a ma tak negatywny PR. Pewnie przekłada się to także na tamtejsze wina, ale trzeba jednak oddać, że osoby zaangażowane w ich produkcję radzą sobie z tym dzielnie i bez kompleksów. Wiele można pisać o atrakcjach turystycznych, o szczegółach trasy – ale najlepiej jest doświadczyć tego samemu. Może bardziej kontemplując ludzi i widoki, niż upierać się przy wizycie w Zamku Drakuli w Bran, który stanowi swego rodzaju odpowiednik Krupówek. Dla nas połączenie roweru, Transylwanii i wina okazało się strzałem w dziesiątkę.

Reklamy

One Comment Add yours

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s