Gruzja pachnie kiszonką

Martville Tsolikouri 2015

W tym winie i w związku z tym winem dzieje się tak dużo, że aż nie wiadomo, od czego zacząć wpis. Można chociażby od tego, skąd mamy to wino. Od czasu do czasu chadzamy na degustacje w poznańskim Winelove. Są one na tyle szczególne, że właściciel przybytku gustuje w i promuje chyba tylko wina naturalne. O ile smakowały nam one chyba zawsze (vide Kolonics czy Springer), to jednak nie można powiedzieć, byśmy pili je jakkolwiek świadomie. Teraz powoli się to zmienia, a degustowane wino od Gruzinów z Martville może nawet jakoś to potwierdza.

No właśnie – wino niby gruzińskie, a zupełnie idące wbrew słodkim i gęstym stereotypom. Chociaż jest to podobno typowe białe wino dla zachodniej części kraju, to jednak z europocentrycznej perspektywy będzie ono pomarańczowe. Ale piękna, bursztynowo-herbaciana barwa to dopiero początek zabawy i jazdy bez trzymanki. Dzięki temu, że wino nie jest filtrowane (jak bardzo filtrowanie wina jest niedobre, dowiadujemy się za każdym razem od Michała Więckowicza z Winelove i bardzo nas te argumenty przekonują), dzięki czemu ma bardzo przyjemną fakturę i dobrze się na nie patrzy. Trochę kojarzy się z wigilijnymi, suszonymi owocami.

Najcięższe działa wino wytacza jednak przy wąchaniu i nie każdy degustujący wyjdzie z tej potyczki zwycięsko. Nas aromat urzekł niemal bezwarunkowo, ale trzeba sobie to powiedzieć wprost: wino pachnie przede wszystkim kiszonką (od pierwszego spotkania wino zyskało dla nas przydomek „kiszonka”). Może to być kiszona kapusta, rzepa, cokolwiek, ale jednak jest to kiszonka i feeria innych wiejskich, swojskich aromatów. Całkiem dobrze wyczuwalne są nuty mineralne, czasem wino trąci też pleśniowym serem (na początku i nie każdemu). Jest też dość taniczne i przy ślepej degustacji nie wstydzilibyśmy się powiedzieć, że pijemy coś czerwonego.

W ustach wino jest bardzo treściwe; sprawia też wrażenie… pożywnego. Mineralne, taniczne, ale trąci też jabłkami. Oczywiście znowu pojawia się kiszonka, aczkolwiek istotnie słabsza niż w nosie. Do tego trochę kwasowości i zero słodyczy. Surowe i wymagające, ale też bogate i szczodre.

Takie wina lubimy. Bardzo inspirujące, bardzo ciekawe, bardzo pyszne. Nieoczywiste, może nawet trudne w odbiorze. Zdecydowane i wyraźne na tyle, że nie trafi w każdy gust. Dzieje się tu mnóstwo i nie sposób omówić całej butelki. Na degustacji poddane zostało dekantacji. My połowę wypiliśmy od razu po otwarciu; połowę przepuściliśmy przez karafkę. No i cóż – po prostu dzieje się tu naprawdę dużo; tak właśnie musi smakować gruziński rock and roll. Wino oceniamy zgodnie na 95/100, ale zwłaszcza wobec takich propozycji ujawnia się bezsensowność wystawiania jakichkolwiek ocen. Smakowało nam, pilibyśmy jeszcze.

Metryczka

Winnica: Martville

Kraj: Gruzja

Szczep: Tsolikouri

Rok: 2015

Zawartość alkoholu: 11%

Miejsce zakupu i cena: Winelove Poznań, 95 zł

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s