Bursztynowa ewolucja

Mlecnik – Ana 2011

To wino ocieka kontekstami. Wpis publikujemy chwilę po wejściu na rynek książki pt. Amber revolution, do powstania której istotnie przyczynili się winiarze słoweńscy. W tej grupie bez wątpienia jedną z istotniejszych ról ogrywają Walter Mlecnik i jego syn, którzy wino robią nie od dzisiaj i do pewnych – aktualnie dość modnych – prawd dochodzili stopniowo, ucząc się na swoich błędach. Odwiedziny w tej winnicy naprawdę potrafią być bardzo uświadamiające.

Degustowane przez nas wino to kupaż, który nosi imię babci Waltera Mlecnika i składa się z odmian charakterystycznych dla Doliny Vipavy. No, prawie charakterystycznych. Mamy tutaj bardzo popularną w regionie Malvaziję, mamy autochtoniczną Rebulę (znaną także we Włoszech), mamy wreszcie szczep, który obecnie nazywany bywa niezbyt szczęśliwie jako Sauvigionasse, chociaż jego tradycyjna nazwa to Tokaj (niektórzy obecnie lansują nazwę Jakot, co nam akurat całkiem się podoba). No i jest Chardonnay – niestety nawet pan Walter uległ kiedyś modzie i odszedł od tradycji regionu. Do której zalicza także trzymanie wino w dębowych beczkach i nikt go do stali czy betonu nie przekona.

Ewolucja Mlecnika jest bursztynowa (pomarańczowa) oczywiście dlatego, że białe wino robi on z wykorzystaniem przedłużonego kontaktu ze skórkami, dzięki czemu osiąga wina dużo bardziej treściwe i esencjonalne, jak to zresztą w Słowenii robi się nie od dzisiaj. Wina są naturalne (chyba też biodynamiczne), a więc bez dodatków przemysłowych drożdży czy innych świństw i z naprawdę minimalną ingerencją siarki. Mlecnik jest zdecydowanym zwolennikiem prostoty przy robieniu wina: żadnej kontroli temperatury czy innego cudowania z kalkulatorem i linijką.

Czy na tym tle samo wino zdaje egzamin? Zdecydowanie. Przynajmniej my zdecydowanie w takich winach gustujemy. Jest po prostu wyborne, bogate i właśnie „esencjonalne”. Niby prostota i klasyka dłużej macerowanych win, ale przy tym zdaje się być przy tym odkrywcze. Nic mu nie brakuje, a do tego bardzo, bardzo otwiera oczy i kubki smakowe. Ocena takich win trochę nie ma sensu, ale niech będzie 95 od E i 97/100 od M.

Wino rzeczywiście ma ciepłą, bursztynową, miodową barwę. Gęste, cieszy oko, ale nie jest też aż tak mętne jak to winom niefiltrowanym się zdarza. Nie oznacza to jednak, że można Anę posądzać o klarowność.

Aromat jest tyleż intensywny, co trudny do nazwania. Pełny, z wyraźnie zaznaczoną beczką, zdecydowanie czuć w nim dłuższy kontakt wina ze skórką. Trąci suchymi (ale i suszonymi) owocami – kojarzy się z morelą. Ma też w sobie trochę cieplejszych nut.

Będziemy się powtarzać, ale to wino po prostu dowodzi oczywistej prawdy, że dłużej macerowane białe wina są w ustach treściwsze i „esencjonalne”. Pełne, przyjemnie chropowate, dojrzałe i zrównoważone. Soczyste, ale też odrobinę słone i trochę mineralne. Jeśli czujemy w nim owoce, to takie bardziej ascetyczne.

Nie ma sensu popadać w patetyczne nuty, ale naprawdę zdarza się pić wina, które uwznioślają i są czymś więcej niż przeżyciem smakowym. Ana zdecydowanie się do nich zalicza i już nie możemy się doczekać odkorkowania drugiej (ostatniej w naszych zbiorach) butelki.

Metryczka

Kraj: Słowenia

Winnica: Mlecnik

Odmiany: Malvazija, Chardonnay, Sauvignonasse (Tokaj / Jakot), Rebula

Rok: 2011

Zawartość alkoholu: 12,5%

Miejsce zakupu: u źródła

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s