Miłość jak stąd do Siedmiogrodu

Ten wyjazd nie był dedykowany tylko winu. Chodziło przede wszystkim o poznanie Transylwanii z perspektywy rowerowej. Z drugiej strony urządzanie rowerowych wakacji w miejscach, gdzie wina nie produkuje się wcale byłoby bez sensu. Pętlę zaczęliśmy w Sybinie, dokąd dojechaliśmy samochodem. Korzystanie z samochodu w dowożeniu rowerów i w ogóle w jeżdżeniu na wakacje jeszcze rok…

Małokarpacki Winny Rower

Odwiedziny na Słowacji właściwie wynikły z tego, że jakoś trzeba było dojechać do zasadniczego celu naszej pielgrzymki, do Somló. O Małokarpackim Szlaku Winnym (Malokarpatska Vinna Cesta) słyszeliśmy jednak już dużo wcześniej jako o bodaj najważniejszym regionie winnym Słowacji. Musiało więc wypaść po drodze. Ruszyliśmy ze stacji kolejowej (można powiedzieć, że to przystanek) w Zwardoniu i…

Wulkan obiecany

Przymierzaliśmy się do tego wyjazdu od kilku lat, chociaż właściwie nic nie stało na przeszkodzie, by wsiąść i pojechać. Balonik oczekiwań pompowany był konsekwentnie. A to przez kolejne teksty osób znających się na rzeczy: krótsze, ale i bardziej kompleksowe. A to przez degustacje win, które tak czy inaczej zdobyć się udało. W tym czasie Somló…

Ze szlaku wina i miodu

Łączenie wina z rowerem w Polsce nie zawsze jest dobrym pomysłem. Przyczyna nie leży chyba po stronie wina czy roweru, ale nie ma też co uderzać w pesymistyczne twierdzenia, że w Polsce życie rowerzysty czy osoby zainteresowanej winem po prostu ma swój smaczek. Ogólnie trzeba jednak przyznać, że pomysł rowerowej enoturystyki gdzieniegdzie się przyjął i…

Wino, rowery i deszcz

„Czasami cała winnica to są tylko dwa rzędy krzaczków. Ale i tak warto spróbować” – powiedziała kobieta z biura turystycznego w Maastricht, zapytana o winnice w Limburgii. Jakby chciała tą jedną frazą dodać otuchy i pocieszyć, że pomysł objechania niderlandzkich winnic wcale nie jest tak beznadziejny. Skserowała też z przewodnika mapkę regionu z wyszczególnionymi miejscowościami,…

Rowerem przez Luksemburg (część II)

Kontynuując rowerową przejażdżkę po luksemburskiej dolinie Mozeli, zjeżdżamy do drogi biegnącej wzdłuż rzeki, by za chwilę dotrzeć do stolicy kantonu, miasta Remich, które niestety rozczarowuje. Jest raczej nudne, winnych akcentów tutaj jakoś mało, a podstawową i jedyną rozrywką odwiedzających jest wygrzewanie się w jesiennym słońcu na tarasach knajp. Kolejny raz od głównej drogi warto odbić…

Rowerem przez Dolinę Mozeli (część I)

  Wciśnięty między Niemcy, Francję i Belgię, półmilionowy Luksemburg z winami raczej się nie kojarzy. Niemniej, mieszkańcy Wielkiego (i nie ma chyba w tym członie niestety ani krzty autoironii) Księstwa mają co nieco do powiedzenia i w tym temacie. Żeby jednak wysłuchać ich historii, trzeba właściwie pofatygować się na miejsce, bo z produkowanych rocznie ok….